Hematolog: Terapia CAR-T może przerwać zaklęte koło nawrotów szpiczaka

Dodano:
Szpiczak Źródło: Shutterstock
Chcemy mieć terapię, która przerwie koło nawrotów choroby. Terapia CAR-T, podawana tylko raz, może doprowadzić do wyleczenia. Miałam odczucie, że w pewnym momencie pojawiło się coś w rodzaju obietnicy decydentów, że ta terapia będzie refundowana. Nasi pacjenci na to czekają – mówi prof. Lidia Gil, która w Polsce ma największe doświadczenie z wprowadzaniem terapii CAR-T.
W przypadku szpiczaka plazmocytowego (stanowi 1 proc. wszystkich nowotworów) nie ma badania przesiewowego, które pozwoliłoby rozpoznać go na wczesnym etapie. Diagnoza często jest stawiana już w zaawansowanym stadium.
Najczęstsze objawy to: bóle kostne (zwykle w okolicy krzyżowej kręgosłupa, które często są bagatelizowane i zrzucane na karb wieku, przeciążenia lub tzw. bólów korzonkowych), niedokrwistość i nawracające infekcje.

Dzięki nowym schematom leczenia szpiczak coraz częściej staje się chorobą przewlekłą, jednak wciąż nie jest możliwe jego wyleczenie. Taką nadzieję daje terapia CAR-T.

Na szpiczaka plazmocytowego średnio zachorowuje w Polsce ok. 2-2,5 tys. osób rocznie, jednak ta liczba rośnie.

– Podobnie jest na całym świecie. Nie wiemy, co jest tego przyczyną. Średnia wieku zachorowania to 70 lat, jednak rośnie liczba chorych w młodszych grupach. Choroby, które „były przypisane” do osób starszych, jeśli występują u osób młodych, to charakteryzują się dużą dynamiką złośliwością: ci chorzy mają inną biologię choroby i wymagają innych sposobów leczenia – zaznacza prof. Lidia Gil, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Transplantacji i Terapii Komórkowej UM w Poznaniu

Szpiczak: pacjenci żyją coraz dłużej, jednak nowotwór nawraca

Dzięki nowym opcjom leczenia, które pojawiły się w ostatnich latach, pacjenci ze szpiczakiem żyją coraz dłużej, a choroba u wielu pacjentów staje się przewlekła. Często jednak terapie muszą być przyjmowane przez pacjentów w sposób przewlekły, a po pewnym czasie i tak dochodzi do nawrotu choroby. – Wciąż nie potrafimy wyleczyć szpiczaka, pacjent jest „powiązany” z leczeniem, ze szpitalem. Wydłużamy życie, jednak znacząco pogarszamy jakość życia, ze względu na skutki uboczne leczenia i samej choroby.

Chcielibyśmy mieć terapię, która przerwie ten łańcuch nawrotów – podkreśla prof. Lidia Gil.

Szansą na wyleczenie szpiczaka jest terapia CAR-T. Polega ona na pobraniu od pacjenta jego limfocytów T, które następnie są modyfikowane genetycznie w laboratorium w taki sposób, by atakowały w sposób celowany komórki szpiczakowe. Zmodyfikowane limfocyty T z powrotem podawane pacjentowi. Rozpoznają komórki szpiczakowe, atakują je, niszczą. Co bardzo ważne – nie giną w organizmie. Pozostają w gotowości i – jeśli znów pojawią się komórki szpiczakowe – zostaną zaatakowane i zniszczone. Dlatego o terapii CAR-T mówi się jako o „żywym leku”.

Czym CAR-T różni się od innych terapii w szpiczaku

W szpiczaku – podobnie jak w innych chorobach nowotworowych – najważniejsze jest, żeby pacjent otrzymał optymalne leczenie pierwszej linii. Obecne schematy leczenia (nie wszystkie są jeszcze dostępne w Polsce) pozwalają na bardzo długie remisje choroby.

– Po pewnym czasie jednak choroba wraca. Największym wyzwaniem na dziś jest leczenie nawrotu choroby. Już od pierwszego nawrotu są zarejestrowane trzy opcje skierowane przeciw nowemu celowi: BCMA. Jest to terapia CAR-T, przeciwciała dwuswoiste oraz immunotoksyna – zaznacza prof. Lidia Gil. W Polsce refundowane są jedynie przeciwciała dwuswoiste, ale dopiero od czwartej linii leczenia.

– CAR-T to terapia absolutnie przełomowa, rozwija się bardzo dynamicznie, mimo że nie jest łatwa logistycznie do zastosowania. Pacjent musi być zakwalifikowany do leczenia; następnie za pomocą aferezy, specjalnego separatora komórkowego, pobierane są limfocyty T. Później są one pakowane, przesyłane do laboratorium specjalistycznego. Modyfikacja genetyczna w przypadku szpiczaka plazmocytowego trwa ok. 4 tygodnie. Później materiał jest przywożony, trzeba go rozmrozić i podać pacjentowi. W cały ten proces zaangażowany jest wiele osób – podkreśla prof. Lidia Gil.

Terapia CAR-T w szpiczaku jest już zarejestrowana w USA i w Europie; w Polsce jest jeszcze nierefundowana.

– Bardzo na to czekamy. W odróżnieniu od innych metod leczenia terapię CAR-T podajemy tylko jeden raz. Pacjent nie musi przyjeżdżać na kolejne podania leku, nie angażuje personelu medycznego. To koniec leczenia. Skuteczność jest znakomita: większość pacjentów utrzymuje remisję. Mamy nadzieję, że uda się pacjentów ze szpiczakiem wyleczyć dzięki terapii CAR-T, podobnie jak to jest w przypadku chłoniaków. Oczywiście, nie uda się za jej pomocą wyleczyć wszystkich pacjentów, jednak w przypadku dużej części będzie to możliwe – mówi prof. Lidia Gil.

Nie każdy pacjent będzie się kwalifikował do terapii CAR-T, dlatego w leczeniu szpiczaka potrzebne są też inne nowe terapie.

– Kiedyś bardzo obawialiśmy się działań ubocznych stosowania terapii CAR-T. Wiemy, że są one podobne jak w przypadku allogenicznej transplantacji szpiku, jednak mniej nasilone. Obecnie wiemy, jak postępować w przypadku pojawienia się skutków ubocznych, potrafimy sobie z nimi poradzić – zaznacza prof. Lidia Gil.

Obecnie w leczeniu szpiczaka są zarejestrowane dwie terapie CAR-T: jedna od drugiej linii leczenia (po pierwszym nawrocie), druga od trzeciej linii.

Eksperci i pacjenci czekają na dostęp do terapii CAR-T w szpiczaku

– Dużo mówimy o terapii CAR-T, rozmawiamy z decydentami. W pewnym momencie miałam odczucie, że pojawiło się coś w rodzaju obietnicy, że ta terapia będzie refundowana. Nasi pacjenci bardzo na to czekają. Dziś wciąż nie potrafimy wyleczyć szpiczaka, a mamy nadzieję, że będzie to terapia, która wyleczy część pacjentów. Im wcześniej takie leczenie zastosujemy, tym lepsze będą jego efekty – dodaje prof. Gil.

Takie leczenie w pierwszej kolejności powinni otrzymać pacjenci, którzy mieli szybki nawrót choroby.

– Każda inna forma leczenia będzie dla nich często nieskuteczna. W przyszłości chcielibyśmy po leczeniu pierwszej linii identyfikować pacjentów wysokiego ryzyka, mających tzw. chorobę resztkową. W ich przypadku szczególnie ważna byłaby terapia CAR-T, ponieważ potrafiłaby zniszczyć pozostałe komórki nowotworowe i, mam nadzieję, spowodować wyleczenie – zaznacza prof. Lidia Gil.

Źródło: NewsMed
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...